
Jeśli zdarzyło się Wam kiedyś jechać przez Kałuszyn, zapewne zwróciliście uwagę na stojący przy głównej ulicy pomnik konny, promieniejący blaskiem, zwłaszcza w słoneczny dzień.
Trudno go nie zauważyć, jako że monument mierzy 8 metrów wysokości.
Złoty Ułan to pomnik z pozłacanego brązu ku czci polskiej kawalerii. Upamiętnia rotmistrza Andrzeja Żylińskiego, dowódcę szwadronu ułanów, który walczył pod Kałuszynem, ale także wszystkich polskich kawalerzystów drugiej wojny światowej.

Uroczyste odsłonięcie pomnika we wrześniu 2014 roku związane było z 75. rocznicą bitwy pod Kałuszynem, która odbyła się w dniach 11.-12 września 1939 r. Była to jedna z najbardziej krwawych bitew wojny obronnej 1939 roku.
Nocną szarżą 4 szwadronu 11 Pułku Ułanów, od której rozpoczęła się bitwa, dowodził rotmistrz Andrzej Żyliński. Wraz z 1 Dywizją Piechoty Legionów ułani pokonali oddziały niemieckie, które wycofały się w kierunku Siedlec. Rotmistrz przeżył bitwę, w czasie wojny wyemigrował do Londynu, tam osiadł na stałe, tam zmarł i został pochowany.
Inicjatorem i fundatorem pomnika jest Jan Żyliński, syn rotmistrza Żylińskiego. Początkowo chciał uczcić ojca, ostatecznie postanowił pomnik dedykować także wszystkim polskim ułanom walczącym na frontach II wojny światowej.
Fundatorowi należy się tu choć kilka słów, bo to arcyciekawa postać.


Jan Żyliński jest potomkiem Żylińskich herbu Lubicz – polskiego rodu szlacheckiego. Urodził się już po wojnie, w 1951 roku, w Londynie, gdzie wyemigrowali jego rodzice.
Z wykształcenia jest historykiem, ale ponadto znany jest jako aktywny działacz polonijny, operatywny biznesmen, filantrop i patriota, a także najbogatszy Polak w Londynie, zwany często polskim księciem (choć ten tytuł używany jest w przenośni, gdyż Żylińscy de facto nie wywodzili się z książąt).
W 2016 roku Jan Żyliński kandydował nawet na urząd burmistrza Londynu. Wyborów wprawdzie nie wygrał, ale zdobył prawie 38 tysięcy głosów, co świadczyło o dużej mobilizacji londyńskiej Polonii.


Rodzina jego babci, Jadwigi Krzętowskiej miała posiadłość w Gozdowie koło Płocka. Stał tam całkiem spory dwór, który miejscowi nazywali nawet pałacem. Podczas II wojny światowej najpierw zniszczyli go Niemcy, a potem Rosjanie. Ryszard Krzętowski, dziadek Jana Żylińskiego, ze strony matki, aresztowany przez Niemców, zginął w Mauthasen-Gusen . Reszta rodziny Krzętowskich opuściła Gozdowo i wyemigrowała z Polski jeszcze w czasie wojny.
Po wojnie w dworze najpierw mieściła się Gromadzka Rada Narodowa, później gimnazjum, szkoła podstawowa, wreszcie mieszkania komunalne. Nie remontowany dwór sukcesywnie niszczał. W 1980 roku na skutek zwarcia w instalacji elektrycznej doszło do pożaru, w efekcie którego zawaliła się część budynku. Władze gminy podjęły decyzję o całkowitej rozbiórce.

Mały Janek, już jako 6-letni chłopiec obiecał swojej babci, że odbuduje pałac. I obietnicy dotrzymał. Wprawdzie nie na polskiej ziemi , lecz na brytyjskiej. W 2009 roku w londyńskiej dzielnicy Ealing ukończona została budowa White House’u – nie tylko dużego dworu, ale pałacu w stylu iście książęcym, jakby żywcem przeniesionego z epoki stanisławowskiej.



Więcej zdjęć obejrzycie pod tym linkiem https://www.shootfactory.co.uk/uk-locations/whitehouse-london-w5/
Jan Żyliński był także inicjatorem postawienia pomnika upamiętniającego polskich pilotów walczących w bitwie o Anglię. Pomysłu jak dotąd nie udało się zrealizować.
Niewiele brakowało natomiast, by Żyliński ufundował Warszawie łuk triumfalny na 100-lecie odzyskania niepodległości Polski.
Łuk miał stanąć na pasie zieleni w ciągu ulicy Marszałkowskiej przy Ogrodzie Saskim (lokalizacja w tej okolicy przewijała się już wcześniej w wielu innych projektach) i mierzyć 52 m wysokości, czyli byłby wyższy od paryskiego l’ Arc de Triomphe na Placu Gwiazdy. Nie doszło jednak do ostatecznego porozumienia między londyńskim arystokratą a warszawskim ratuszem. Szczegóły pertraktacji nie zostały ujawnione opinii publicznej, ale ponoć główną przeszkodą było zbyt komercyjne podejście sponsorów do tematu. W pomysłach przewijał się bowiem wątek usytuowania w olbrzymiej budowli biur lub innych pomieszczeń do wynajęcia.
W związku z brakiem consensusu nie powstał żaden oficjalny projekt. Ale możemy sobie spróbować wyobrazić, jak by to mniej więcej wyglądało.😉

Podoba Ci się ten artykuł? Będzie mi bardzo miło, jeżeli zostawisz ślad Twojej wizyty w postaci komentarza lub polubienia i zostaniesz stałym czytelnikiem tego bloga.
Możesz także zasubskrybować bloga i otrzymywać bezpośrednio na swoją skrzynkę pocztową informacje o nowych artykułach oraz o terminach spacerów historycznych i przyrodniczych, rajdów i wycieczek Klubu Globtrotera.


