TURECKIE KLIMATY

Samolot podchodzi do lądowania. Widoki zapierają dech w piersiach. Potężne Taury, górujące nad wybrzeżem i nad miastami, choć to już połowa marca, lśnią, pokryte świeżym śniegiem. Poniżej nich: żółto-zielona Antalya – główne miasto regionu i trochę dalej na południe Alanya, szaro-błękitna z tej perspektywy. Na horyzoncie, aż po kres widoczności szmaragdowy granat Morza Śródziemnego. To mój drugi kontakt z Turcją, krajem, który na niemal dwa lata stał się prawie moim domem. Rok wcześniej spędziłam tam pięć miesięcy. Kolejny sezon turystyczny rozrósł się na sporo ponad pół roku.

Alanya widziana z samolotu. Foto: archiwum internetowe

To było ładnych kilkanaście lat temu. Siłą rzeczy ten tekst to wspomnienia, które miejscami mogą różnić się od obecnych realiów, bo Turcja to kraj dynamicznie się rozwijający. Mogą się różnić, ale wcale nie muszą… Bo to także kraj, którego mieszkańcy bardzo silnie związani są z tradycją i historią. A napływ turystów nie tylko tego nie zmienia, ale wręcz daje impuls, by kultywować stare obyczaje. Czas, by te wspomnienia porównać ze współczesną rzeczywistością. Być może już niebawem. Choćby po to, by zamieścić tu wlasne, lepsze i aktualne zdjęcia. Wówczas były to jeszcze czasy aparatu analogowego, który udało mi się skutecznie rozbić na jednym z safari na tureckich górskich bezdrożach. 😉 Jego miejsce zastąpił tani smart, z którego zdjęcia można traktować jedynie jako prywatną pamiątkę. Toteż niestety muszę się w artykule posiłkować fotkami z internetu.

Kapadockie skalne grzyby. Foto: archiwum internetowe

Patrząc na ten niecodzienny krajobraz zastanawiam się: co przeciętnemu Polakowi kojarzy się z Turcją ? Zapewne Stambuł,  sułtańskie haremy i słoneczne plaże. Może jeszcze: meczety, kebaby, bazary, tureckie dżinsy i skórzane kurtki oraz tureckie złoto. Ale na pewno wśród pierwszych skojarzeń nie pojawią się takie słowa jak: starożytność, chrześcijaństwo, wulkany, słone jeziora, podziemne miasta.

Anatolia. Tuz Gölü – słone jezioro. Foto: Wikipedia

A tymczasem …

To właśnie na terenach dzisiejszej Turcji odkryto znaleziska z najwcześniejszych epok osadnictwa – słynne wykopaliska w Çatal Höyük niemal przewróciły do góry nogami dotychczasową wiedzę archeologiczną i antropologiczną, przenosząc datowanie początków  gatunku ludzkiego o kilka tysiącleci wstecz.

Wykopaliska w Catal Höyük. Foto: archiwum internetowe

Starożytność grecka i rzymska pozostawiły po sobie w Azji Mniejszej setki śladów. Obiekty kultury hellenistycznej zachowały się tu o wiele lepiej niż na Peloponezie. Nie bez powodu mówi się: jeżeli chcesz zobaczyć starożytności greckie – jedź do Turcji.

To tutaj właśnie mityczny Priam rządził Troją (ruiny  miasta znajdują się  na wybrzeżu Morza Egejskiego, ok. 30 km od Çanakkale i Morza Marmama). Legendarny Midas, przemieniający dotknięciem przedmioty w złoto, królował we Frygii, czyli w zachodniej Anatolii, w okolicach dzisiejszych miast Dinar i Burdur. Potężnym państwem Lidii (rejon na wschód od śródziemnomorskiego portu Izmir) władał Krezus, który w VII w. n.e. zagarnął inny ówczesny bogaty port handlowy nad wybrzeżu Morza Śródziemnego – Efez (ok. 20 km od znanego dziś kurortu Kuşadasi). To miasto zaś dwa wieki później szczyciło się usytuowaną nad brzegiem morza sławną świątynią Artemidy, jednym z siedmiu cudów świata. Ze świątyni dziś pozostała niestety tylko jedna kolumna, za to pozostałe wykopaliska Efezu dadzą się porównać chyba wyłącznie z greckim Akropolem.

Efez. Rzymska Biblioteka Celsusa. Foto: Wikipedia

Nieco ponad dwieście kilometrów na północ, na wysoko wyniesionym przez naturę nadmorskim wzgórzu, rozlokował się Pergamon (dzisiejsza Bergama), rozsławiony swą biblioteką, w II i  I w. p.n.e. konkurującą z księgozbiorem aleksandryjskim. Tu właśnie po raz pierwszy wyprodukowano prehistoryczny papier, nadając mu nazwę pergamin. Poza ruinami wspomnianej biblioteki zobaczyć można tu, jeden z wielu w Turcji, wspaniale zachowany teatr antyczny.

Pergamon (turecka Bergama). Teatr antyczny wbudowany w skaliste zbocze. Foto: Wikipedia

A chrześcijaństwo? Muzułmanie uznają Jana Chrzciciela i Matkę Boską oraz Apostołów za swoich świętych. Drzewa i krzewy zalesionych wzgórz nad Efezem kryją niewielki budynek – Meryemana – domek Matki Boskiej – to uznane oficjalnie przez Kościół miejsce wniebowzięcia Najświętszej Marii. Pielgrzymują tam zarówno Europejczycy, jak też Turcy. To właśnie tu – w Efezie – św. Paweł z Tarsu (miasto na południu Turcji), w trakcie podróży misyjnych po wybrzeżach Morza Śródziemnego, pisał swój „List do Efezjan”. W sąsiedztwie greckich i rzymskich starożytności widnieją ruiny Bazyliki Matki Boskiej i bazyliki św. Jana.

Meryemana – domek Matki Boskiej na wzgórzu ponad Efezem. Foto: Wikipedia

Już w początkach naszej ery wyznawcy Chrystusa, uciekając przed prześladowaniami, osiedlali się na rozległych równinach Wyżyny Anatolijskiej i mieszkali tu aż po wiek czternasty. Wykorzystywali, istniejące tam jeszcze od czasów hetyckich  (III i II  tysiąclecie p.n.e.),  wielokondygnacyjne nadziemne i podziemne miasta wykute w powulkanicznych skałach Kapadocji.

Derinkuyu. Podziemne miasto. Foto: archiwum internetowe

Kapadocja – tej nazwy próżno by szukać na mapach. Cóż znaczy? „Kraina pięknych koni”, które niegdyś całymi stadami galopowały po anatolijskich stepach. Ale dla dzisiejszego turysty to kraina cudownych, nieziemskich krajobrazów. Widoki Kapadocji w oryginalności swych kształtów nie mają sobie równych i na zawsze zapadają w pamięć. Nieopodal skalnej twierdzy Učhisar, dziurawej jak ser szwajcarski, w Paşabahče rosną gigantyczne kamienne grzyby i parasole, w Zelve z czerwonawych skał wyrasta ogród zoologiczny: piaskowe wielbłądy, małpy, żaby i ptaki.

Twierdza Učhisar. Foto: Wikipedia

Nie mniejsze wrażenie pozostawiają wapienne, białe trawertyny Pamukkale, kuszące ciepłymi wodami mineralnymi, a także rozległe słone jeziora, samotnie tkwiące wśród piaszczystych pustkowi.

Trawertyny w Pamukkale. Foto: Wikipedia

Czyż ktokolwiek, wyruszając na rozpaloną słońcem Turecką Riwierę, pomyśli, by w początkach maja zabrać ze sobą szalik, czapkę i ciepły sweter? A przecież przydadzą się kilkaset kilometrów dalej, u stóp ośnieżonego jeszcze do połowy wysokości wulkanu Erciyes, dominującego nad Doliną Ihlary, gdzie ponownie trafimy na ślady pierwszych chrześcijan. Śnieg na zboczach tej góry pojawia się nierzadko już późną jesienią, a topnieje dopiero w czerwcu. Nic dziwnego, że stworzono tam całkiem nieźle prosperującą stację narciarską. Zważywszy, że Erciyes dał znać znać o sobie ostatnio w 6880 p.n.e., raczej nie trzeba się obawiać podobnych niespodzianek, jakie sprawia sycylijska Etna.

Stacja narciarska na stokach wulkanu Erciyes. Foto: Wikipedia

Na drodze z Alanyi do Kapadocji wznoszą się góry wyższe niż nasze Tatry. Na przełęcz Alacabel, na wysokość 1825 m. n.p.m. (wysokość mniej więcej naszej Śnieżki), prowadzi nie wąska górska ścieżka, lecz szeroka, wyasfaltowana szosa. Niebotyczne szczyty Taurów wyrastają na dwa kilometry w górę tuż nad samym morzem i ciągną się w głąb kontynentu w takich ilościach, że tubylcy nie zadają sobie nawet trudu, by je ponazywać. Za tą skalistą przeszkodą, na dalszej trasie czekają następne niespodzianki: niezliczone sady czereśniowe i ogrody niskopiennych jabłoni, pomarańczy i oliwek w kotlinach górskich, pola maku, zagony melonów i arbuzów, obficie owocujące na wysokości zbliżonej do naszej Hali Gąsienicowej, w klimacie zimą wcale nie łagodniejszym od alpejskiego.

Tureckie gaje pomarańczowe. Foto: archiwum Wikipedii

W małej wiosce w głębi Anatolii, rzekłbyś – zabitej dechami, w knajpce z dwoma stolikami, zasiadam do internetu i płacę drobnymi. Rolnicy mieszkają tu w domach, których architektury nie powstydziłaby się niejedna europejska rezydencja. Dla odmiany –  niemal  w centrum Ankary i Stambułu stoją slumsy. Na turystycznym parkingu w Dolinie Skalnych Kościołów na wprost autokarów parkują… wielbłądy. Na stambulskim Wielkim Krytym Bazarze kupiec zaprasza do sklepu ze skórą i biżuterią w najczystszym brzmieniu puszkinowskiej mowy: dziewoczka, kożu nie nada? Ale w muzeum w kapadockim Görëmë, kasjer dziwi się, że nie rozumiemy jego ojczystego języka. What is a price of ticket? W odpowiedzi tylko zaskoczona mina i szeroko otwarte oczy. Pytam ponownie, tym razem po turecku: Kač lira bileti? Uč dolar? Hayir. Dort milyon. Sadece Türk lirasi ittihaziz, Liliana hanım. Beş bileti, lütfen. Beş ? Evet. Buyurun. [*1]

Wielbłądy w Göreme. Turyści ustawiają się w kolejce do zdjęcia na grzbiecie wielblwie, na którego wchodzi się … po drabince. Co odważniejsi decydują się na krótką przejażdżkę. Foto: pixabay

Uff! Udało się, ale było to karkołomne przedsięwzięcie. Język niepodobny do żadnego mi znanego. Chyba poza węgierskim. Zresztą – skojarzenie wcale nie od rzeczy, bo w praktyce obydwa te języki mają ze sobą wiele wspólnego, choć próżno by szukać podobieństw słownikowych. Dla Europejczyka raczej trudny do przyswojenia. Po dwóch miesiącach pobytu wreszcie udaje mi się wyławiać pojedyncze słowa z potoku wypowiedzi. Po trzech jestem w stanie sklecić i wypowiedzieć w miarę poprawnie dwa – trzy proste zdania. To się przydaje, większość Turków, poza hotelami, zwłaszcza w głębi kraju, zna tylko turecki i kilka podstawowych słów po po niemiecku i/lub po angielsku. Inna sprawa, że często z powodzeniem dogadamy się … po rosyjsku lub nawet po polsku. Imigrantów z różnych stron dawnego Imperium Rosyjskiego znajdziemy tu na każdym kroku. Polaków, którzy osiedli tu na stałe też nie brakuje.

Słówka tureckie. Grafika: Liliana Kołłątaj

W kraju indyka (turkey – po angielsku oznacza również indyka, ptaki te zresztą całymi stadami biegają tu po polach i stepach Anatolii) łatwiej jednak o kurczaka i to w wersji çok açili, czyli wybitnie pikantnej. Nasz pospolity kurak zastąpił również baraninę i trzeba się sporo natrudzić, by znaleźć prawdziwego tureckiego kebaba w tureckiej restauracji. Także błękitne turkusy, których ojczyzną jest Turcja (stąd pochodzi ich nazwa), nie są wcale łatwo osiągalne. Za to srebro – na każdym straganie, dosłownie za pół darmo. Od złotej biżuterii lśnią witryny sklepików na wszystkich bazarach. Inna sprawa, że nie wszystko złoto, co się świeci.

Tureckie smakołyki i przyprawy na Bazarze Egipskim. Świecidełka i skóry też tu znajdziemy, nie tylko na słynnym Krytym Bazarze. Foto: Liliana Kołłątaj

To zaskoczenia kulturą, historią i współczesnością, krajobrazem i klimatem. Ale nie mniej zaskakują ludzie…

Kilkuletni chłopiec sprzedaje na ulicy pocztówki i biega pomiędzy samochodami  z kilkoma paczkami chusteczek higienicznych. Europejska turystka paraduje bez skrępowania w szortach i wydekoltowanym podkoszulku. Na wprost niej idzie, ze spuszczonym wzrokiem tutejsza młoda dziewczyna, w ciemnej spódnicy po kostki, w szczelnie zapiętej pod szyję bluzce z długimi rękawami i w chustce na głowie, w długim ciemnym płaszczu, mimo trzydziestostopniowego upału. W centrum Stambułu kobiety pracują w bankach i urzędach, w renomowanych galeriach handlowych, ale już na przedmieściach tego samego miasta widać tylko mężczyzn i próżno by się rozglądać za tureckimi dziewczynami. Na głównej ulicy Ankary – bądź co bądź stolicy kraju, zakwefiona muzułmanka, z rodziny fundamentalistów, otula się czernią od stóp do głów, owija chustą, ale na co dzień biegle posługuje się telefonem komórkowym i komputerem. W głębi kraju, w anatolijskich wioskach, przed witrynami sklepów i przed kawiarenkami, watahami przesiadują mężczyźni. Nie doszukamy się tam kobiety lub dziewczyny. W tej części Turcji ich miejsce jest w domu. Na ulicach pojawiają się jedynie małe dziewczynki w mundurkach, biegnące do miejscowej szkoły. W restauracjach obsługę stanowią wyłącznie mężczyźni, nawet w jadalni hotelowej nie spotka się kelnerki-kobiety. Ale w tym samym hotelu wieczorem pojawi się skąpo odziana tancerka, by wykonać taniec brzucha, ku radości zwłaszcza męskiej części turystów. Po bliższej identyfikacji tancerka zresztą często okazuje się Turkmenką, Azerką, lub nawet wręcz Rosjanką. A jednocześnie od czasów Kemala Paszy Atatürka, czyli prawie od początku XX wieku, kobiety mają w Turcji bierne i czynne prawo wyborcze.

Kraj kontrastów. W każdym miejscu, w każdej chwili Europa miesza się z Azją, dzień dzisiejszy z historią, nowoczesność z tradycją, racjonalizm z przesądami. Nie opisze się Turcji jednym zdaniem, nie zamknie się jej w żadnym szablonie. I nie pozna w trakcie jednego, dwutygodniowego pobytu. Spędziłam tam wiele miesięcy. Nadal wiele spraw pozostało dla mnie zagadką, wiele pytań nie doczekało się odpowiedzi. I wciąż myślę, że warto by tam wrócić, by poznać te odpowiedzi. Kto wie? Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś los ponownie poprowadzi tamtędy moje drogi? Allaha ısmarladık [*2]

Turcja, Anatolia. Dolina Ihlary. Foto: Wikipedia

  *   *   *   *


[*1] Ile kosztuje bilet? Trzy dolary? Nie. Cztery miliony. Przyjmujemy tylko liry tureckie, szanowna pani Liliana. Pięć biletów, proszę. Pięć? Tak. Proszę bardzo, oto one.

[*2]  Do widzenia (dosłownie: Niech Allah ma cię w swojej opiece lub jak kto woli: Niech Allach cię prowadzi).

Cieśnina Bosfor dzieląca Stambuł na część europejską i azjatycką. Widok z samolotu. Foto: Wikipedia

Podoba Ci się ten artykuł? Będzie nam bardzo miło, jeżeli zostawisz ślad Twojej wizyty w postaci komentarza lub polubienia i zostaniesz stałym czytelnikiem tego bloga.



Zapraszamy także na nasze strony na Facebooku: https://m.facebook.com/warszawskierozmaitosci/ https://m.facebook.com/klubglobtroterawarszawa/


Kategorie AZJA, KLUB GLOBTROTERA Blog. Indeks chronologiczny, TURCJATagi , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close