POŚMIERTNIE POŁĄCZENI

Nagrobek Wiery Onacewicza i Gieorgija Jacuna na Cmentarzu Prawosławnym. Foto: Liliana Kołłątaj

Na Cmentarzu Prawosławnym na Woli, w alejce z tyłu za cerkwią uwagę przechodzących przyciąga nagrobek ozdobiony płaskorzeźbą przedstawiającą dwoje młodych ludzi. Zastanawia data śmierci. Obydwoje zmarli tego samego dnia, 9 listopada 1906 roku. I to już daje do myślenia.
To grób kochanków, którzy połączyli się po śmierci.
Ona była córką pułkownika, on żołnierzem w pułku dowodzonym przez jej ojca. Niektórzy mówią nawet, że Ona była Polką, a On Rosjaninem. Jej rodzina nie wyrażała zgody na taki mezalians. I w kontynuacji mamy później taki rodzimy Mayerling. Zakochani młodzi, by być razem, popełnili samobójstwo.
Ona miała osiemnaście lat, On – dwadzieścia jeden. Po śmierci obojga ich przyjaciele wymogli na rodzinie, by para spoczęła w jednym grobie. Tyle legenda.
A jak było naprawdę? O nim wiadomo, że był faktycznie podporucznikiem renomowanego Pułku Keksholmskiego. Figuruje oficjalnie na listach pułku.
O niej tak naprawdę za wiele nie wiadomo, poza tym, że rzeczywiście była córką pułkownika. Oczywiście carskiego pułkownika.

Ilustracja do artykułu w krakowskich Nowinach Illustrowanych z 1 grudnia 1906.

Ówczesne gazety pisały o tym wydarzeniu, nie tylko w Warszawie, a nawet w Krakowie. Ale były to zaledwie wzmianki. Przy czym oczywiście nie brakowało ubarwień i prywatnych domysłów dziennikarzy. Z tych króciutkich notatek dowiadujemy się o wspólnie popełnionym przez młodych samobójstwie, w wynajętym landzie (krytej karecie), którym kazali się woźnicy zawieźć za rogatki Warszawy. Z treści tych wiadomości wynika, że Wiera faktycznie była córką pułkownika, dowódcy batalionu, w którym służył Gieorgij Jacun.

Artykuł w krakowskich Nowinach Illustrowanych z 1 grudnia 1906 r.

Notatka w warszawskim Przeglądzie Porannym z 26 listopada 1906 r.

Lokalna warszawska prasa, przy okazji publikowania nekrologów nieszczęśliwych kochanków, zamieszczała także ich  zdjęcia, opisując historię z detalami, powołując się na zeznania świadków, w tym przede wszystkim stangreta powozu. Dociekliwi dziennikarze warszawscy rozpracowali temat dokładnie, z najdrobniejszymi szczegółami.

Nekrolog Wiery Onacewicz

We wspomnianym wyżej „Przeglądzie Porannym” pojawił się taki oto opis wydarzeń (przytaczam zachowując  oryginalną i stylistykę z roku 1906 );’
Dramat miłosny
Wczoraj o godz. 10 w. w pędzie nadjechało do rogatek mokotowskich prywatne, zaprzężone w parę dobranych koni lando. Dojechawszy do rogatki, woźnica zamiast skierować się do miasta zatrzymał konie i zwrócił się do znajdującego się przy rogatkach policjanta Dąbrowskiego, oznajmując mu, że wiezie dwa trupy.

Otworzono karetę.
Straszny przedstawił się widok wśród mdłego światła latarni gazowej. Na bocznych ścianach karety oparte były bezwładnie zwisłe głowy dwojga młodych ludzi: oficera petersburskiego pułku oraz jakiejś młodej około 18 lat liczącej kobiety.
W tej właśnie chwili z miasta do rogatki podeszło dwóch oficerów z dwoma żołnierzami. Oficerowie na widok zwłok znajdujących się w karecie, kazali jednemu z żołnierzy odwieść je do szpitala ujazdowskiego. Zwłoki obydwojga miałe rany postrzałowe głowy. Jej kula przebiła na wylot czaszkę powodując w ranie wyjściowej wypływ mózgu. Śmierć nastąpić musiała w jednej chwili.
Młody człowiek w ubraniu oficerskim również miał ranę w głowie, kula jednak nie przebiła na wylot czaszki. W chwili gdy krwawe lando stanęło przy rogatce z ran obojga ciekła jeszcze ciepła, jak określają świadkowie, krew.
Na poduszkach landa znaleziono dwa rewolwery. Jeden systemy Browninga dwukrotnie wystrzelony, drugi systemy Buldoga nie wystrzelony ani razu.
Zeznania woźnicy
Do szpitala ujazdowskiego, gdzie w kostnicy złożono zwłoki obojga, przybiegł komisarz XI cyrkułu celem spisania protokołu. Przedewszystkiem śledztwo rozpoczęto od przesłuchania woźnicy, które4go zeznania sa mniej więcej nastepujące: Wczoraj około 6 wieczorem do remizy Jamiołkowskiego przy ulicy Pięknej Nº 15 przyszedł oficer petersburskiego pułku gwardji, który obstalował na godzinę 7 i pół wieczorem karetę. W rzeczywistości około g. 8 zjawił się tenże oficer w towarzystwie młodej wykwintnie ubranej kobiety.
Młoda para siadła i poleciła jechać w Aleje. Znaćź jednak było ze strony oficera silne zdenerwowanie, objawiające się w ciągle zmieniających się poleceniach. Rozkazał prędko jechać potem znowu stępa. W ten sposób kilkakrotnie objechała młoda para Aleje Ujazdowskie, Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście do Zamku.
Po godzinnym spacerze oficer polecił zamknąć przód karety i odwieźć się do koszar petersburskiego pułku gwardji w Mokotowie. gdy woźnica podjechał pod portal koszar oficer polecił jechać dalej. W chwili gdy kareta ruszyła z pod bramy koszar, rozległy się dwa po sobie bezpośrednio następujące strzały.
W pierwszej chwili woźnica nie mógł sobie zdać sprawy z tego skąd strzały pochodzą i dla otrzymania nowych poleceń od jadącego zwrócił się do karety. Nikt się jednak z wewnątrz nieodzywał. Zaintrygowany tem zeszedł: wtedy przekonał się o tragicznym końcu jadącej karetą pary. Pędem więc wrócił o rogatki.
Tragiczny moment
W chwili, gdy zwłoki złożono w kostnicy szpitala ujazdowskiego przybiegł dowódca bataljonu petersburskiego pułku gwardji pułkownik Onacewicz. Na widok leżących na marach zwłok młodej kobiety pułkownik zemdlał. Dopiero przy pomocy lekarzy zdołano ocucić nieszczęśliwego pułkownika, który w leżących zwłokach poznał swą córkę Wierę.
Oficer zmarły nazywa się Georgij Jacun, liczył lat 24, był podporucznikiem petersburskiego pułku gwardji. Młodzi ludzie podobno od dłuższego czasu znali się i poczuli do siebie sympatję, tak że mieli zamiar połączyć się węzłem małżeńskim. Tym planom lepszej przyszłości stanęła na drodze wola rodziców, którzy małżeństwa tego sobie nie życzyli. Młodzi jednak widocznie woleli śmierć niż rozłąkę. Sądząc ze znalezionych w karecie 2 rewolwerów przypuszczać należy, że młodzi postanowili oboje dokonać samobójstwa. Widocznie jednak w ostatniej chwili nastąpiła zmiana postanowienia, gdyż rewolwer należący do Wiery Onacewicz był nienaruszony. Natomiast z rewolweru podporucznika Jacuna wystrzelono dwakrotnie. Wynika z tego, że podporucznik Jacun zastrzelił najpierw Wierę, potem sobie życie odebrał.”

Wiera Onacewicz i Georgij Jacun

 

W dniu pogrzebu dwie trumny, na dwóch równoległych karawanach pojechały na Cmentarz Prawosławny. Orszak budził zdumienie i zaciekawienie, jako że rzadko takie podwójne pogrzeby można oglądać. 
Nie wstrząsnął jednak wtedy ten dramat Warszawą i przeszedł bez echa, gdyż miasto żyło wówczas innymi problemami. Trwała jeszcze rewolucja, rozpoczęta w 1905 roku. W Warszawie wciąż wrzało, na ulicach ginęli ludzie, więc kto by sobie zaprzątał głowę parą rosyjskich dzieciaków.

Serdeczne podziękowania dla znakomitej varsavianistki, Pani Barbary Skaczkowskiej oraz dla super detektywa historii Warszawy, Pana Tomasza Ściborowskiego, za udostępnienie materiałów źródłowych.

Nagrobek pośmiertnie połączonych kochanków na wolskim Cmentarzu Prawosławnym. Foto: Liliana Kołłątaj

Podoba Ci się ten artykuł? Będzie nam bardzo miło, jeżeli zostawisz ślad Twojej wizyty w postaci komentarza lub polubienia i zostaniesz stałym czytelnikiem tego bloga.



Zapraszamy także na nasze strony na Facebooku: https://m.facebook.com/warszawskierozmaitosci/ https://m.facebook.com/klubglobtroterawarszawa/


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close